poniedziałek, 18 lipca 2016

017. trening crossowy + teren

koń: Nadish, *Avenger + *Resurrected Stone & A Trophy Fathers Trophy Son
jeździec: Emma, Ivan + Alex & David
inni:

Po treningu skokowym z obozowiczami miałam mieć pół godzinny odpoczynek, ale niestety skrócił się on do 15 minut, ponieważ David jak tylko rozsiodłał i odstawił Cali przyszedł aby dowiedzieć się jakiego konia ma wziąć w teren.
- Jeździsz dobrze, więc wydaje mi się, że bez problemu mogę Ci dać jeden z moich skarbów. Weźmiesz Synka.
- Dobrze-powiedział zadowolony a potem musiałam zaprowadzić go do boksu karuska. Chłopak był nim oczarowany dlatego zostawiłam ich samych i stwierdziłam, że zajmę się przygotowaniem Stonka. Taki krótki teren dobrze mu zrobi, dawno w nim nie był a ciągłe jazdy na placu skokowym pewnie się już mu nudzą. Przygotowanie do jazdy trochę mi zajęło, ponieważ rudzielec wytarzał się w czymś co znalazł na pastwisku ale mimo to wyrobiłam się przed czasem. Dzieci, które w tym roku przyjechały na obóz były bardzo punktualne i o równej 18.00 wszystkie już były.
- Ok, to ja jadę pierwsza bo wy nie znacie drogi, potem ustawcie się jak chcecie bo te konie w tym składzie akurat się dobrze dogadują, jedynie to chciałabym żeby David zamykał zastęp.
Po moich słowach każdy dosiadł swojego rumaka i ruszyliśmy brzegiem ulicy. Konie szły na razie grzecznie a Stonek szedł z wysoko podniesioną głową i oglądał wszystko co mijaliśmy. Po kilku minutach przejechaliśmy drogę i wjechaliśmy do lasu. W lesie było zdecydowanie chłodniej przez co lepiej się wszystkim jechało. Konie grzecznie i żwawo szły, żaden nie wyczyniał dziwnych rzeczy.
Kiedy ścieżka zrobiła się trochę szersza a dzieciaki wykazały chęci na szybszy chód, cały zastęp ruszył kłusem. Stone machnął radośnie łbem i zasuwał dość szybko do przodu. Trochę go opanowałam i relaksująco anglezowałam.
- Macie tu bardzo fajne tereny.-usłyszałam z samego końca głos Davida na co się uśmiechnęłam do siebie, bo przecież on i tak by tego nie zobaczył.
- A dzięki, dzięki. Jutro rano przed treningami mamy zamiar zabrać Was nad morze. Tam to dopiero cudownie się jeździ.
- No to będzie mega-powiedział tym razem Ivan.
Pogadaliśmy sobie jeszcze jakiś czas, a kiedy wyjechaliśmy na łąkę, która już bez pośrednio prowadziła na tor crossowy, zezwoliłam na galop. Dzieciaki od razu ruszyły dzikim galopem ścigając się między sobą i śmiejąc przy tym. Ruszyłam jakiś czas za nimi i dałam kasztankowi szansę na wybieganie się. Chłopina bardzo się z tego ucieszył i gnał przed siebie tak szybko jak tylko mógł.
W końcu jednak trzeba było zatrzymać konie ponieważ dojechaliśmy do pierwszego toru easy, czyli dla Nadisha i Emmy.
- Ok, to rozgrzej go jeszcze przez chwilę a my w tym czasie pojedziemy na koniec toru, tam poczekamy żeby od razu pojechać na medium.
- Dobra.
Emma zajęła się dokładniejszym rozgrzaniem arabka a nasza trójka pokłusowała sobie spokojnie na koniec toru. Ustawiłam się tak, żebym dobrze widziała ich przejazd i chociaż nie był widoczny jeden element to i tak było to najlepsze miejsce. Odczekaliśmy jeszcze około 10 minut a Emma w końcu rozpoczęła przejazd. Było widać, że na razie wstrzymuje arabka żeby nie pędził od razu na całego. Zbliżyli się do pierwszej przeszkody i pokonali ją bardzo fajnie. W tym czasie Ivan rozgrzewał Avenger'a żeby potem od razu móc przejechać tor a David ćwiczył z Trofciem jakieś pojedyncze figury ujeżdżeniowe. Emma pokonała następną przeszkodę i zbliżała się do rowu z wodą. Przed wjechaniem do niego było widać jakieś zawahanie u niej jak i u arabka, ale mimo to w miarę szybko udało im się z rowu wyskoczyć i pogalopować dalej. Przez moment nie widziałam ich poczynań ponieważ byli przed wzniesieniem, którego podjazdu właśnie nie było widać, ale za to widziałam jak ładnie z niego zjeżdżają. Przed nimi była teraz ostatnia prosta, gdzie znajdowała się tylko jedna przeszkoda. Dopiero teraz Emma popuściła siwemu wodze i od razu było widać jak arab przyśpiesza. Galopował przed siebie z postawionymi uszami i wykonywał bardzo ładne skoki. Po chwili byli już obok Nas i Emma dała mu luźne wodze w stępie.
- Było dobrze, tylko zauważyłam, że bardzo Ci ręce latają, spróbuj je jakoś ustabilizować ale też nie tak żeby były całkowicie sztywne.
Dziewczyna kiwnęła głową i uśmiechnęła się lekko głaskając również arabka i po kilku minutach, ponownie kłusikiem przejechaliśmy kawałek dalej na tor dla Avenger'a.
- Ok, Ivan, jeździsz dobrze, ale masz pod sobą konia, który uwielbia cross. Wyrwie Ci bardzo mocno do przodu, nie zdziw się jak wybije się za wcześnie bo on ma długą fazę lotu i dalekie lądowanie. W wodzie go pilnuj żeby nie pominął przeszkody. A tak to koń ideał.
Chłopak się tylko zaśmiał i kiwnął głową a potem ustawił na starcie. Kiedy dał ogierowi sygnał do galopu, ten od razu wyrwał do przodu z całych sił. Utrzymywał stałe tempo a przeszkody przeskakiwał jak to on, bez problemu. Ivan chyba był z tego zadowolony i dobrze dogadywał się z ogierem. Przejechali ostry zakręt, potem wjazd pod pagórek i zeskok do wody. W wodzie mieli jedną przeszkodę, którą przeskoczyli chyba na farcie bo Avi zobaczył ją w ostatnim momencie. W sumie typowe. No ale zadowoleni z siebie pędzili na dalsze przeszkody. Avenger na prawdę był w dobrej formie co było po nim dobrze widać. Tor ukończyli kilka minut później a ja zaczęłam żałować, że nie mierzyłam im czasu bo na pewno był dobry.
- Ok, to wracamy do stadniny, tylko pokażę Wam jeszcze inną drogę.
Kiwnęli głowami, dlatego skierowałam się dłuższą drogą powrotną, która prowadziła po brzegu plaży. Konie, które miały przed chwilą trening były już trochę zmęczone, ale dzielnie szły dalej. Trofcio chyba polubił David'a i próbował łapać chrapami jego spodnie co wyglądało dość śmiesznie. Stonek dalej był cały w skowronkach i oglądał sobie otoczenie.
W drodze powrotnej było jeszcze trochę kłusowania i galopowania, dzieciakom podobał się galop po plaży i już nie mogły się doczekać jutrzejszego terenu, który miał się odbyć nad samym morzem. Kiedy dotarliśmy do VS, każdy pogłaskał swojego rumaka i poszedł zająć się rozsiodłaniem. Po chwili wymyłam wędzidło i odniosłam wszystko do siodlarni a potem dałam jeszcze kasztankowi cukierka. Pogłaskałam go chwilę po pyszczku a potem przeszłam się po pozostałych koniach aby upewnić się czy na pewno wszystko jest dobrze.

niedziela, 17 lipca 2016

016. trening skokowy

koń: *Sagitta, Sweet Melody, Ebony, *Californication & Silver Calvani
jeździec: Chris, Rey, Leon, David & Paula
inni:  Alex, Justin

Rozpoczęły się wakacje a wraz z nimi obozy konne w Victory. Dzisiaj rano przyjechał pierwszy turnus składający się z 12 dzieci i właśnie czekałam na pierwszą grupę, dokładnie skokową, która składała się z 5 osób.
- Ok. Jestem Alex i większość zajęć będziecie mieli ze mną. Mam nadzieję, że się dogadamy i każdy dobrze spędzi tutaj czas. Zaraz przydzielę Wam konie, na których będzie jeździć i nimi się zajmować przez te dwa tygodnie pobytu tutaj. Klacze są w stajni po prawej stronie a ogiery po lewej. Będę mówiła imię konia i numer, który oznacza numer boksu. Oczywiście jakby ktoś zapomniał numer to na każdym boksie jest imię rumaka, dacie sobie radę. Leoś jesteś najmłodszy dlatego dla Ciebie mamy kucyka, Ebony, siedem. Chris weźmiesz Sagitte, trójka. Rey bierze Sweet Melody czyli piątka, David jeździ podobno najlepiej z Was także Californication boks pierwszy. Paula...hmm, myślę, że może być Silver Calvani, szóstka. Jakieś pytania?-dzieciaki zaprzeczyły głowami a potem z uśmiechem popędziły w stronę stajni po swoje rumaki. Czekałam na nie na zewnątrz ponieważ wiedziałam, że w środku zawsze jest do pomocy ktoś z kadry. Po około 20 minutach wszyscy wyszli z gotowymi już rumakami. Zaprowadziłam ich na jeden z większych placów skokowych.
- Dobrze, jak ktoś chce i wie, że sobie poradzi dobrze przeprowadzić rozgrzewkę samodzielnie to zapraszam na lewą stronę placu. Natomiast jeśli ktoś będzie wolał z moją pomocą to zjeżdża na prawo.
Na lewo zjechał David, Paula i Rey także do mnie podjechały dwa konie. Sagitta i Ebony.
- Ok, kucyk pierwszy, potem Sagi. Staramy się utrzymać dość sporą odległość, żeby po pierwsze Sagi nie wjechała w zad Ebowi a po drugie żeby nie szła jak w transie tylko żebyś sama miała nad nią kontrolę. Jeździmy po kole.
Chris i Leon radzili sobie póki co dobrze a konie żwawo i chętnie szły do przodu. Zerknęłam na chwilę w stronę samodzielniejszej grupie ale nie widząc nic niepokojącego swoją uwagę zwróciłam na dwóch zdecydowanie młodszych chłopców.
Zarządziłam wolty i półwolty a dzieciaki radziły sobie cały czas bardzo dobrze. Ebony żwawo przebierał nóżkami a Sagitta wesoło prychała. Ustawiłam im drągi na kłus i kazałam ruszyć szybszym chodem. Pozostała trójka również była w kłusie i każdy rozgrzewał konia indywidualnie. Rumaki były posłuszne i skupione na pracy.
- Zróbcie jeszcze dwa kółka kłusem, zmianę kierunku a potem najazd na drągi.
Ebony i Sagi bardzo ładnie pracowali na drągach i odpowiednio podnosili nogi. Chociaż w wykonaniu kucyka było to trochę śmiesznie, gdyż malec musiał je podnosić naprawdę wysoko.
W kłusie rozgrzewka trwała dość długo aby dokładnie rozgrzać konie a następnie trochę galopu. Z tego co zauważyłam to każde dziecko dobrze dogadywało się z koniem, którego dostało dlatego ku wielkiej uldze nie przewidywałam żadnych zmian koni.
Kiedy konie dalej były rozgrzewane w galopie, zadzwoniłam po Justina aby pomógł mi z przeszkodami. Jedyne co było ustawione to szereg z 3 krzyżaczków na poziomie klasy LL. Stwierdziłam, że na zakończenie rozgrzewki będzie to dobre ćwiczenie.
- Dobrze, Sagitta i Ebony dołączcie do reszty. Zróbcie zastęp i duże odstępy a potem ponownie galop i po kolei na te 3 krzyżaki, potem zmiana kierunku i ponownie skoki.- wszyscy kiwnęli na moje słowa głowami i po chwili już galopowali w jednym zastępie. David jechał jako pierwszy i było widać, że chłopak dobrze wie co robi i dogaduje się z Cali. Kasztanka po chwili wykonała trzy skoki bez problemu. Następnie Rey i Melody. Tutaj para oddała też dobre skoki a za nimi Paula i Silver. U tej pary te niskie skoki też poszły dobrze. Na koniec Ebony i Sagitta, oba konie również na czysto. W drugą stronę poszło dokładnie tak samo, a że w końcu pojawił się Justin to dałam im chwilę stępa.
- Radzicie sobie póki co bardzo dobrze. Teraz każdy z Was przejedzie dość krótki tor, będzie się składał z 6 przeszkód. Zaczniemy od najniższych przeszkód, więc dla Leona i Pauli, będzie LL.
Kiedy reszta stępowała i bacznie przyglądała się naszym poczynaniom, ja i Jus ustawialiśmy tor dla pierwszych dwóch osób. Kiedy był gotowy poprosiłam, żeby ustalili między sobą kto jedzie pierwszy i stanęło na Łaciatku i Pauli.Dziewczyna zebrała wodze na ogierze i po chwili płynnie ruszyli galopem. Zrobiła jedno koło a potem ruszyła na pierwszą przeszkodą. Appaloosa dawno nie jeździł ale mimo to dobrze dogadywał się z dziewczyną. Nakierowali się na pierwszą przeszkodą, mała stacjonata poszła im na czysto. Przez moment po wylądowaniu dziewczyna lekko szarpała za bardzo wodzami przez co ogier się lekko pogubił ale po mojej interwencji wszystko wróciło do normy. Wybijał się z lekkim zapasem i fajnie lądował. Bardzo szybko reagował na sygnały od dziewczyny, dlatego ich przejazd był płynny i nie sprawił im większych problemów.
Następnie Ebony i Leoś. Chłopczyk mimo młodego wieku bardzo dobrze utrzymywał się w siodle i radził sobie z kucykiem. Zagalopowali płynnie i od razu skierowali na pierwszą przeszkodę. Nie sprawiła im problemu i z zapałem pogalopowali na drugą. Skoki były czyste i chociaż przed ostatnią przeszkodą kucyk jechał na złą nogę, dali jakoś radę. Leon pogłaskał kucyka po udanym przejeździe i zwolnił do kłusa a potem do stępa.
Kiedy do skoków przygotowała się Rey i Sweet Melody, ja i Jus szybko podwyższyliśmy przeszkody do klasy L. Dziewczyna po chwili już galopowała i po zrobieniu jednej wolty ruszyła na przeszkody. Pilnowała bardzo tempa klaczki i działała cały czas łydkami a zdecydowanie mniej wodzami, co chyba Sweet się podobało. Do pierwszej przeszkody podeszły bardzo dokładnie i oddały fajny skok. Dwie kolejne poszły im tak samo dobrze, następnie trochę ścięły zakręt przez co klacz nie wyrobiła się przed następnym okserem i wyłamała. Mimo to dziewczyna nie poddała się i po chwili ponownie nakierowała klacz na tą przeszkodę. Tym razem dopilnowała aby Sweet podjechała do niej odpowiednio i skok się udał. Nie licząc jednego wyłamania, skończyły przejazd na czysto. Kolejną parą byli Chris i Sagitta. Łaciatka machała sobie z początku głową, ale w galopie się uspokoiła i postawiła uszy w stronę przeszkody. Chłopak był równie skupiony jak jego klaczka, chociaż trochę za mocno trzymał jej wodzę. Jednak po pierwszym skoku sam się o tym przekonał i odpuścił trochę. Pozwalał Sagi iść jej rytmem i nie poganiał jej, przez co do każdej przeszkody podchodzili dobrze, z dobrym wybiciem i stabilnym lądowaniem. Przejazd dość powolny ale za to bardzo, ale to bardzo dokładny i wypracowany.
Na koniec został David i Californication, więc kiedy przeszkody były na poziomie klasy P, chłopak od razu ruszył galopem. Wykonał lotną zmianę nogi i nakierował klacz na przeszkodę. Pierwszy raz widziałam, żeby Cali dogadywała się z kimś kogo ledwo poznała, ale cieszyło mnie to. Pierwsza przeszkoda poszła im bezproblemowo, druga tak samo. Trzecią wzięli z dość dużym zapasem ale za to z piękną techniką. Californication stabilnie lądowała i pracowała całym ciałem. Zakręt wyjechali bardzo dokładnie i dzięki temu nie mieli problemu z kolejną przeszkodą. Chłopak przy lądowaniu powiedział coś do klaczki, pewnie ją pochwalił a potem jechali na kolejne przeszkody. Nie stanowiły one dla nich problemu i po chwili byli już w stępie a David głaskał klaczkę.
- Poszło Wam wszystkim bardzo dobrze. Jestem zadowolona, że udało Wam się tak zgrać z tymi końmi. Na dzisiaj to już koniec, jutro macie kolejny trening. Jeśli ktoś by chciał wybrać się w krótki teren, na pobliskie tory crossowe, to za pół godziny może z jakimś koniem się stawić przy bramie. Będę tam jechała razem z grupą crossową.
- Ja jestem chętny-powiedział od razu David i uśmiechnął się szeroko.
- Ok, to potem wybierzemy Ci jakiegoś konia. Te rumaki zasługują teraz na odpoczynek, dlatego rozsiodłajcie je i albo zostawcie w boksie albo wypuście na któreś z pastwisk.
Dzieciaki rozjechały się do stajni a ja szybko skoczyłam do domu, żeby chociaż trochę ochłonąć przed kolejnym treningiem.

015. trening ujeżdżeniowy

koń:  A Trophy Fathers Trophy Son
jeździec: Alex
inni:

Pogoda była idealna do jakichkolwiek prac, wiatr, który był obecny od rana powodował miły chłód dzięki któremu dało się normalnie funkcjonować. Miałam ochotę popracować z jakimś rumakiem, ale nie umiałam się zdecydować na jednego. W sumie jak zawsze. Ruszyłam między pastwiskami w stronę stajni i wtedy usłyszałam znajome prychanie z jednego z pastwisk. Synek. Spojrzałam w jego stronę z uśmiechem i już wiedziałam na kim sobie dzisiaj pojeżdżę.
Przygotowanie do jazdy zajęło mało czasu, dlatego po chwili szłam z nim już w stronę jednej z ujeżdżalni. Na miejscu opuściłam strzemiona, dociągnęłam popręg i wsiadłam na karuska. Z początku na luźnych wodzach ale ciągle na kontakcie zaczęliśmy stępować w prawą stronę. Trophy szedł żwawo do przodu i czasami zerkał w stronę innych koni, które stały na pobliskim parkingu. Po kilku kółkach zebrałam mu bardziej wodze i zaczęłam go ustawiać, fajnie podstawił zad i wygiął szyję. Poklepałam go po niej a następnie naprowadziłam na wolty. Z początku były dość duże, ale stopniowo je zmniejszałam. Ogier dobrze pracował całym ciałem i był skupiony na pracy. Po woltach i innych wywijasach w stępie, które miały na celu rozciągnięcie ogierka, przyszedł czas na kłus. Na początku spokojnie prowadziłam go po kole i anglezowałam, czasami zmieniałam kierunek czy tempo kłusowania. Dopiero po dłuższym czasie usiadłam w siodło i na dłuższych ścianach wyciągaliśmy kłusik a na krótszych zbierałam Synka. Cały czas był skupiony i zaangażowany przez co ćwiczenia wychodziły mu całkiem dobrze. Ładnie reagował i odpowiadał na moje sygnały, pochwaliłam go a potem zaczęłam dokładniej ćwiczyć zatrzymanie z kłusu i ruszanie tym chodem. Z tym pierwszym miał trochę problemu ponieważ zanim się zatrzymał to wciskał na siłę parę kroków stępa a to mi się nie podobało. Cierpliwie z nim to powtórzyłam aż w końcu udało się wyeliminować niepotrzebne kroki.
Kiedy to ogarnął pogłaskałam go po szyi i zmieniliśmy kierunek kłusowania przez przekątną. W tym chodzie poćwiczyliśmy jeszcze dużo ciągów, ustępowań, zmian kierunków czy tempa. Dałam mu w końcu chwilę stępa na luźnych wodzach a po chwili zebrałam znowu wodzę i koń był w galopie, do którego przeszedł płynnie. 
Cieszył się bardzo z tego, że może sobie pobiegać i wykorzystał to, ale kiedy tylko bardziej zebrałam wodze, wyrównał tempo. Uszy miał postawione do przodu i wyglądał tak, jakby czekał na jakiś mój sygnał. Kiedy w końcu go dostał wykonał bardzo fajnie galop roboczy. Oczywiście pochwaliłam go a potem poprosiłam o kontrgalop. Dobrze utrzymał rytm i równowagę, dlatego po dwóch kółkach zmieniliśmy kierunek jazdy. W galopie wykonałam z nim jeszcze jakieś wolty i serpentyny, trochę slalomu i zwolniłam do kłusu. Chciałam jeszcze wykonać rzucie z ręki dlatego ustawiłam konia jak mi było wygodnie i zadziałam odpowiednio wodzami. Ładnie wydłużył i skrócił szyję na kole, utrzymując równe kroki i równowagę. Zwolniliśmy do stępa, gdzie dałam mu całkowicie luźne wodze i wygłaskałam po zadzie i szyi.
Po około 10 minutach zsiadłam z niego, popuściłam popręg i podciągnęłam strzemiona a potem ruszyłam w stronę stajni. Po drodze minęłam kilkanaście samochodów, pewnie to te dzieci, które zaczynają u Nas obóz wakacyjny, W stajni rozsiodłam Synka, odwiesiłam cały sprzęt, dałam mu jeszcze cukierka w nagrodę a potem ruszyłam w stronę dzieci i ich rodziców aby wraz z resztą kadry oprowadzić ich po Victory i zapoznać dokładniej z programem obozu. 

czwartek, 30 czerwca 2016

014. trening ujeżdżeniowy

koń: Ursulla
jeździec: Alex

Dzień zapowiadał się bardzo pracowicie, ponieważ dosłownie każdy z kadry chciał ruszyć jak najwięcej swoich koni. Ja na sam początek stwierdziłam, że wyjątkowo zacznę od ujeżdżenia a nie od skoków, dlatego od razu wybrałam sobie Ursi. Klaczka jak zawsze była spokojna i dawała zrobić sobie wszystko. Czyszczenie i siodłanie minęło bez żadnych problemów dlatego po chwili prowadziłam karą korytarzem w stronę hali. Na początku dałam jej luźne wodze i pozwoliłam jej tempem iść sobie w prawo, Ursi z początku trochę się wlekła ale po chwili zaczęła iść fajnym stępem. Zaczęłam trochę działać wodzami przez co Ursi zaczęła się fajnie ganaszować, zaczęliśmy wyjeżdżać wolty i serpentyny. Była skupiona i fajnie angażowała całe swoje ciało.W końcu dałam Ursi sygnał do kłusu. Ładnie i płynnie ruszyła szybszym chodem i poruszała się sprężyście. Z początku dałam jej luźne wodze i kłusowałam po kole, dopiero po kilkunastu minutach zebrałam bardziej wodze i kręciłam z nią wolty, aby jeszcze bardziej się rozciągnęła. W końcu wjechałyśmy na przekątną i przejechałyśmy ją kłusem wyciągniętym. Ursulla fajnie wyciągała nogi i zaprezentowała się naprawdę ładnie. Następnie był kłus pośredni na krótszych ścianach a na dłuższych zbierałam klaczkę. Ładnie się ganaszowała i angażowała cały czas w pracę, dlatego pogłaskałam ją w nagrodzie po szyi. Powtórzyłam jeszcze kłus zebrany i zwróciłam uwagę na to, że klacz poruszała się bardzo sprężyście i dobrze podstawiała zad. Przed krótkim odpoczynkiem przećwiczyłam z klaczką jeszcze ciągi, które się nam udały i dałam jej chwilę w stępie. Ursi wyciągnęła sobie szyję ku ziemi, ciągle utrzymując sprężysty krok. Kiedy uznałam, że wystarczy już odpoczynku, zebrałam bardziej wodze i dałam sygnał do galopu. Przejście zrobiła płynne i mimo, że na początku trochę pędziła to po chwili wyrównała tempo. Na początku tradycyjnie wolty, serpentyny i tym podobne rzeczy, potem przyszła kolej na zmianę nogi. Najpierw co trzy a potem co dwa. Klaczka dobrze sobie z tym poradziła, nie tracąc równowagi i nie gubiąc nóg. Ursulla była już dość mocno spocona, dlatego stwierdziłam, że wykonam jeszcze tylko parę ćwiczeń. Koło galopem wyciągniętym a potem ładne zwolnienie i przejście do zebranego. Ursi bardzo ładnie ponownie podstawiła zad, wygięła ładnie szyję i ustawiła czoło pionowo. Poklepałam ją po szyi i na koniec postawiłam na ciągi i piruet. Ciągi bez większych problemów a następnie nakierowałam ją na środek hali i dałam sygnały do piruetu. Na początku trochę pogubiła nogi, ale szybko się odnalazła i zaprezentowała się dobrze.
Rozkłusowałam ją jeszcze a potem rozstępowałam. Po około 10 minutach, weszłam z nią do stajni, rozsiodłałam i odstawiłam do boksu a sprzęt odniosłam do siodlarni.

niedziela, 26 czerwca 2016

013. teren

koń: *Californication,  Cassiopea, Sweet Melody, Ebony
jeździec: Alex, Josh, Nicol, Eddie
inni:

Dzień zbliżał się już ku końcowi, ale mimo to na dworze dalej było dość ciepło. Wszystkie konie znajdowały się obecnie na pastwiskach i duża część odpoczywała po swoich dzisiejszych jazdach. Nawet typowo rekreacyjne rumaki miały dziś dużo pracy.
- Alex, możemy pojechać w jakiś teren? Proszę!
Spojrzałam na mojego brata analizując wszystko i ostatecznie się zgodziłam.
- Jasne, tylko weź kucyka bo Twój Lesiu dzisiaj chodził już.
- Dobrze i spytam jeszcze Nicol i Josh'a czy z nami pojadą.
Kiwnęłam do niego głową i wyszliśmy z domu. Ed poleciał szukać tamtej dwójki a ja ruszyłam na pastwisko aby wybrać rumaka na dzisiejszy relaksujący teren. Kiedy podeszłam do pastwiska klaczy od razu wiedziałam kogo wziąć. Oczywiście Naszą kochaną Californication. Cmoknęłam na nią kilka razy a klacz przykłusowała do ogrodzenia i wyciągnęła pyszczek w celu obwąchania mnie i wyżebrania jakiegoś cukierka. Miałam akurat ostatniego więc jej dałam a potem wzięłam jeden z uwiązów, które wisiały na ogrodzeniu i zapięłam klacz a następnie zaprowadziłam pod boks. Konie były czyszczone regularnie, a że kasztanka nie należała do koni, które lubią się brudzić, wystarczyło, że przetarłam ją kilkanaście razy miękką szczotką. Sprawdziłam i doczyściłam kopyta a potem poszłam po sprzęt. Dzisiaj postawiłam na jasnożółty komplet i oczywiście czarne siodło i ogłowie. Kiedy zaczęłam siodłać klacz, dwie pozostałe dopiero weszły do stajni, dlatego zwolniłam trochę tempa, żeby potem nie czekać zbyt długo na innych.
Gdy obie z klaczką byłyśmy gotowe zerknęłam jak idzie reszcie, Josh siodłał już Cassi a Nicol kończyła czyścić Melody, dlatego złapałam wodzę mojej kasztanki i wyszłyśmy przed stajnię. Tam czekał już Eddie na swoim małym kucyku i uśmiechał się szeroko.Odwzajemniłam jego uśmiech a kiedy reszta do Nas dołączyła wsiadłam na swoją klacz.
- Ja jadę na końcu-powiedziałam od razu i poczekałam aż reszta jakoś się ogarnie. Kiedy było wszystko gotowe ruszyliśmy na tyły stadniny aby od razu wjechać sobie w las. Eddy jechał pierwszy za nim Nicol, Josh i oczywiście ja. Konie szły spokojnie ale chętnie i chyba im się podobał taki luźniejszy teren niż treningi. Kiedy droga po kilkunastu minutach stała się szersza Eddy zarządził kłus. Podobało się młodemu, że jadać pierwszy nadawał wszystkim tempo. Melody ruszyła nawet galopem ale Nicol szybko ją ogarnęła i po chwili wszystkie konie już równo kłusowały i to na luźnych wodzach.Wiał przyjemny wiaterek, dlatego każdemu jechało się jeszcze lepiej. Cali chciała w pewnym momencie wyprzedzić Casi, ale ją od tego powstrzymałam. Bardzo dzielnie sprawował się nasz mały kucyk, który mimo, że miał znacznie krótsze nóżki od reszty koni zasuwał szybko i dawał radę.
Kłusowaliśmy jeszcze jakieś dobre 15 minut, kiedy w końcu ukazała się plaża i morze. Ludzi o tej porze było już znacznie mniej, dlatego pozwoliliśmy sobie na galop. Każdy pojechał już jak chciał, w lewo w prawo czy tak jak ja z moją kasztanką galopem prosto w wodę. Klaczka uwielbiała się taplać, dlatego jej na to pozwoliłam. Ebony też był w wodzie podobnie jak Melody a Casi z Joshem odjechali jakiś kawałek dalej i galopowali sobie we wszystkie strony.
Czas minął wszystkim bardzo przyjemnie, konie cały czas były posłuszne i nic nie odwalały, dlatego nad morzem spędziliśmy trochę więcej czasu niż było zaplanowane. W końcu jednak trzeba było się zbierać, dlatego ustawiliśmy się w zastęp i ruszyliśmy w drogę powrotną. Minęła nam też spokojnie i przyjemnie. Kłusowaliśmy jeszcze a na koniec było trochę galopu. Kiedy wjechaliśmy na teren stajni, wszelkie prace były już skończone a wszyscy siedzieli w cieniu popijając coś i machając nam. Odmachaliśmy im a potem każdy zajął się swoim koniem. Californication była jeszcze trochę mokra, dlatego przetarłam ją suchą ścierką i odstawiłam do boksu. Każdy z rumaków dostał marchewkę za dobre zachowanie i dawkę pieszczot.
Odniosłam sprzęt do siodlarni i sprawdziłam czy wszystko jest na swoim miejscu a potem poszłam do reszty kadry na drobny odpoczynek.

sobota, 18 czerwca 2016

012. trening crossowy

koń: Sweet Melody, Nadish, Cassiopea & A Trophy Fathers Trophy Son
jeździec: Nicol, Greg, Josh & Alex
inni:

Greg stwierdził, że bierze Nadish'a na cross, a że nie miałam nic lepszego do roboty zdecydowałam się jechać z nim. Oczywiście moim rumakiem miał być Synek. Po drodze do stajni spotkaliśmy Nicol, która słysząc o crossie poleciała po Melody a dodatkowo Josh również miał w planach cross ze swoją klaczką więc mieliśmy już fajną ekipę na trening.
Szykowanie koni trochę nam zajęło, ale kiedy każdy był gotowy i siedział na swoim rumaku ruszyliśmy powoli w stronę bramy. Utworzył się mini zastęp ze mną i Trovciem na przodzie a za nami Nadish, Cassi i Melody.
Za bramą przejechaliśmy ulicę dość sprawnie i wjechaliśmy bezpośrednio do małego lasku, który najszybszą drogą miał nas zaprowadzić na tory crossowe.
Konie miały ochotę na ruch dlatego utrzymywały żwawe tempo i ochoczo szły do przodu. Po kilku minutach stępa, droga zrobiła się bardziej pewna dlatego każdy po kolei ruszył kłusem. Synek prychnął sobie i tak szybko przebierał nóżkami, że oddaliliśmy się dość mocno od reszty. Greg chyba nie chciał być gorszy bo dał siwemu arabkowi kilka impulsów i szybko znaleźli się obok Nas.
- Korzystając z okazji, potem biorę na skoki Jam, więc może ruszysz któregoś ze swoich?
- W sumie to dobry pomysł. Znając życie wezmę Stonka.
- Do przewidzenia.
Zaśmiałam się cicho na jego przewrócenie oczami a chwilę potem skupiłam się tylko na moich czarnym cudeńku, ponieważ dojechaliśmy na miejsce.
Oczywiście każdy zajął się dogrzaniem swojego konia poprzez jakieś wolty, serpentyny czy zmiany chodu. Cassi, podobnie jak mój Trophy, dodatkowo miała jakieś drobne elementy z dresażu.
Rozgrzewka zajęła łącznie jakieś 20 minut, dlatego kiedy każdy z koni miał chwilę odpoczynku w stępie ustaliliśmy kolejność. Pierwszy miał jechać Josh, potem Nicol i na koniec Greg. Po ich przejedzie mieliśmy udać się na tor do crossu medium, dla mnie i dla Trovcia.
Josh po chwili zebrał bardziej wodze swojej klaczki i płynnie ruszyli ze stępa galopem. Zrobili jedno koło a następnie skierowali się w stronę pierwszej przeszkody. Na tym torze było dość dużo biegania a mniej przeszkód, aby konie mogły bardziej popracować nad rozłożeniem sił.
Cassi galopowała chętnie do przodu chociaż wydawało mi się, że nie jest w pełni skoncentrowana na chłopaku. Klaczka czasami tak miała, ale miałam nadzieję, że po pierwszej przeszkodzie się to zmieni. Stół przeskoczyła jakoś tak koślawie ale pozbierała się i zaczęła być bardziej uważna na sygnały, które dawał jej Josh. Przed nimi była teraz dość długa prosta a klacz się tak rozbudziła, że chłopak musiał ją bardziej przytrzymywać żeby zostały jej siły na resztę toru. Cassi podporządkowała się pod niego i ładnie wyrównała galop. Po kilkunastu minutach zbliżyli się do kolejnej przeszkody, tym razem rów z wodą. Nie było żadnego problemu dla pary, dlatego po chwili galopowali już dalej. Ogólnie cały tor przejechali dobrze, ale widać było, że klacz już pod koniec jest dość mocno spocona.
Nicol w tym czasie zagalopowała już na Melody i pojechały na pierwszą przeszkodę. Młoda klaczka miała ostatnio dobrą kondycję bo Nicol bardzo dużo nad nią pracowała i efekty były naprawdę widoczne. Przeskoczyły ją poprawnie i utrzymując bardzo fajne tempo galopowały dalej. W miejscu gdzie przy poprzednim przejeździe Cassi była już widocznie zmęczona, mała Melody miała siły dalej. Nicol jechała zadowolona z siebie jak i ze swojego rumaka. Długa prosta przeszła równym tempem, rów poszedł im fajnie, znowu dość długa droga bez przeszkód tylko z różnymi zakrętami i mniejszymi zniesieniami. Przeszkody pod koniec toru poszły im dość sprawnie i po chwili ukończyli bieg.
Greg kłusował właśnie na siwym arabku dogrzewając go a kiedy zobaczył, że może już jechać dał sygnał do galopu na co arabek zbuntował się i bryknął.
- Kurde, dawno nie miał tych swoich dni a nagle w środku treningu musi coś odwalić.
Greg westchnął i ponowił sygnał do galopu. Tym razem Nadish zagalopował ale było po nim wyraźnie widać, że coś mu dzisiaj nagle nie pasuje. Dziwne, bo dojazd tutaj przebiegł u araba bez problemów. Przy pierwszej przeszkodzie nie było problemów, ponieważ arabek skoczył w miarę dobrze. Na pustej drodze bez przeszkód zwalniał często chłopakowi albo po prostu przechodził do kłusowania. Greg zebrał mu bardziej wodzę i zaczął bardziej pilnować w łydkach co poprawiło trochę zachowanie zbuntowanego konia. W końcu dogadali się co do tempa i wyrównali galop, ale niestety przed rowem z wodą Nadish niespodziewanie zahamował zaskakując tym wszystkich, najbardziej jednak Greg'a, który nie spodziewając się tego spadł z konia i sam wleciał do rowu. Jednak podniósł się szybko i podniósł z moją stronę rękę sygnalizując, że wszystko ok. Poprawił strzemiona i wodze a potem wsiadł ponownie na siwego araba. Zawrócił i w galopie ponownie nakierował araba na rów z wodą. Tym razem ogier poszedł ładnie i bez żadnych nawet małych buntów. Greg pilnował go bardziej i reszta toru poszła im już dobrze, nie licząc małych baranków czy prób ogiera z zahaczeniem jeźdźca o drzewo.
Poczekałam jeszcze trochę aż każda para bardziej sobie odpocznie i przejechaliśmy kilkaset metrów dalej, na tor medium dla mnie i Synka.
Z początku zakłusowałam i rozgrzałam go jeszcze dokładniej a potem wypchnęłam do galopu i nakierowałam na pierwszą przeszkodę. Nasz tor też był bardziej na bieganie niż skakanie aby poprawić wytrzymałość rumaków. Synek utrzymywał stałe tempo galopu i był bardzo skupiony aby szybko odpowiedzieć na moje sygnały, dzięki temu pierwsza przeszkoda jaką była hydra poszła dobrze. Przed nami był dość długi odcinek galopu i pod koniec galopowało się w wodzie żeby potem wyskoczyć na podwyższenie i zeskoczyć znowu znajdując się w wodzie. Trophy póki co radził sobie dobrze i miał w sobie dużo energii. Do wody wpadł ze szczęściem rozchlapując ją porządnie na boki. Wskoczył i zeskoczył ładnie a potem pokonał przeszkodę w wodzie i pogalopował przed siebie. Reszta toru poszła nam dobrze, była jeszcze jedna przeszkoda i teren z różnymi zakrętami i pagórkami. Synek bardzo lubił podbiegać pod nie a potem z nich zjeżdżać. Kiedy skończyliśmy przejazd wygłaskałam go porządnie po szyi bo zdecydowanie zasłużył i całą ekipą ruszyliśmy w drogę powrotną do stajni.
Na miejscu każdy zajął się rozsiodłaniem swojego rumaka, Synek dostał jeszcze smakołyka i odprowadziłam go do boksu.

piątek, 17 czerwca 2016

011. trening skokowy

koń: Resurrected Stone
jeździec: Alex
inni: Josh

Dzień zapowiadał się dość ciepły, dlatego zaraz po tym jak konie zostały nakarmione i większość z nich wypuszczona na pastwisko ruszyłam w stronę boksu Stonka, który został w nim abym mogła wziąć go na skoki.
Kiedy weszłam do środka, stał z głową wychyloną z boksu i majstrował coś przy zamku. Zaśmiałam się cicho a potem wzięłam jego kantar i weszłam do boksu kasztanka. Zarżał cicho, pogłaskałam go i chwilę potem stał już na korytarzu a ja wzięłam się za czyszczenie. Stał grzecznie, więc poszło szybko. Między czasie podszedł do Nas Josh i stwierdził, że pomoże mi przy przeszkodach i przy okazji przyniesie mi sprzęt Rudego.
Po 10 minutach Stone był gotowy, dlatego wzięłam wodzę i ruszyłam na plac. Nie było jeszcze bardzo gorąco, dlatego stwierdziłam, że tam będzie lepiej niż na hali. Po drodze minęliśmy się z grupką dzieci, która przyjechała na jazdy a potem weszliśmy na plac. Dociągnęłam popręg i wsiadłam na ogiera.
- Ustaw mi najpierw jakieś niższe a potem poćwiczymy szeregi i coś wyższego.
- Robi się.
Josh zajął się przeszkodami a ja zaczęłam rozgrzewać Stonka. Miał fajnie tempo i szedł do przodu, dlatego nie musiałam go zbytnio pilnować. Po kilku kółkach zebrałam mu bardziej wodzę i zaczęliśmy jeździć wolty, wężyki i ogólnie ćwiczenia na rozciągnięcie. Stone był skupiony na pracy i robił wszystko dobrze. W kłusie zrobiliśmy podobne ćwiczenia, dodatkowo przez przekątną przejechaliśmy kłusem wyciągniętym a potem na krótkich ścianach zebranym. Pogłaskałam go po szyi i zmieniłam kierunek jazdy. Kilka zatrzymań i przejść w chodach.
Po kilku minutach najechaliśmy kłusem na dwa krzyżaki, które stały w odległości dwóch fouli. Stone przeskoczył ładnie i prychnął jakby chciał mi przekazać, że co to dla niego jest. Pochwaliłam go głosowo i zagalopowaliśmy w lewo. W tym chodzie skupiłam się bardziej na większym rozgrzaniu konia i na tym żeby się kasztanek jeszcze dokładniej porozciągał. Po kilkunastu minutach przeróżnych ćwiczeń dałam mu chwilę stępa na luźnych wodzach i pogłaskałam po szyi. Kiedy w miarę odpoczął to ponownie zebrałam wodzę i ruszyliśmy galopem. Stone wiedział, że zaraz czeka go skakanie, dlatego od razu stał się bardziej wyczulony na moje jakiekolwiek znaki. Przeszkody nie przekraczały klasy N, dlatego mogłam przejechać je na spokojnie i zwrócić bardziej uwagę na dokładność konia niż szybkość, której zazwyczaj mu nie brakowało.
Pierwsza przeszkoda poszła nam bardzo dobrze, oksery zawsze wychodziły mu jakoś najlepiej. Drugą przeszkodą była koperta, którą przeskoczył z naprawdę dobrą techniką. Josh nawet zagwizdał z podziwu co zdarza się dość rzadko u niego. Pochwaliłam go głosowo i skupiliśmy się na dalszych przeszkodach. Stone radził sobie dobrze, chociaż czasami miałam wrażenie, że przy niektórych się nie przykłada jakby czekał na coś większego. No ale musiał być cierpliwy. Dość ostry zakręt wyjechał całkiem dokładnie a potem ładnie wybił się nad krzyżakiem. Wybijał się mocno i z lekkim zapasem a lądowania miał stabilne. Zawsze po skoku sobie prychał cicho i pędził dalej. Resztę przeszkód pokonał bardzo podobnie i na czysto. Utrzymałam go jeszcze w galopie i nakierowałam na drugą stronę placu gdzie stał szereg z czterech stacjonat również z klasy N. Stone lekko przed nimi przyśpieszył ale sam zdążył przed samym skokiem wyrównać i uspokoić tempo.Między przeszkodami był jeden foul, dlatego ogier musiał być bardzo skupiony na tym co robi i na moich sygnałach. Na szczęście nie miałam z nim problemu ponieważ przykładał się do skoków. Szereg poszedł na czysto i bardzo ładnie z techniką skoku, dlatego dałam mu chwilę odpoczynku w stępie. Robiło się co raz bardziej ciepło, więc zrezygnowałam z przejazdu całego parkuru tylko poprosiłam Josh'a żeby ustawił kilka pojedynczych przeszkód z klasy CC. Chłopak wziął się do roboty a ja ze Stonkiem dreptaliśmy sobie zadowoleni stępem.
Josh ustawił nam łącznie 5 przeszkód, dlatego kiedy były one gotowe, zebrałam bardziej wodzę i kasztanek płynnie zagalopował. Zrobiłam jedno kółko jeszcze zebranym galopem a potem nakierowałam go na pierwszą przeszkodę. Był już lekko zmęczony ale mimo to szedł fajnie do przodu i pierwszy skok oddał ładny. Wyjechaliśmy zakręt i przed nami był doublebarre, kasztanek przyśpieszył lekko ale mimo to skoczył bardzo dobrze, ładnie baskilował i miał stabilne lądowanie. Pozostałe 3 przeszkody, poszły bardzo podobnie ponieważ bez żadnych problemów i na czysto. Po ostatniej przeszkodzie pozwoliłam mu trochę jeszcze pogalopować jakoś szybciej a potem zwolniłam do stępa i rozstępowałam go porządnie i wygłaskałam po szyi dziękując mu za dobrą jazdę.
W stajni Josh pomógł mi odnosząc jego sprzęt, dlatego zostałam z nim trochę w boksie a potem ruszyłam do następnej pracy.